czwartek, 26 marca 2020

Rozdział 1 "Niespodziewane"

Rudowłosa dziewczyna rozglądała się patrząc na stoliki. Nie zamierzała siedzieć przez całe wakacje w domu zwłaszcza, że pomimo próśb rodziców, jej starsza siostra jawnie i bardzo dla rudej krzywdząco pokazywała swoją antypatię wobec niej, a dodatkowo chciała trochę zarobić, więc zaczęła szukać pracy. Jej wybór padł na Herbaciarnię Rosy Lee, która, na szczęście dla dziewczyny, potrzebowała pracowników i zgodziła się ją zatrudnić na czas wakacji pomimo jej niepełnoletności.
Do stolika podeszła grupa nastolatków, więc dziewczyna wzięła karty i podeszła do stolika.
- Dzień dobry - powiedziała uśmiechając się promiennie i kładąc karty przed przyjaciółmi.
- Ruda! - krzyknęli wszyscy i rzucili się, żeby ją uściskać.
- Mieliśmy tu na Ciebie czekać, długo jeszcze? - kontynuowała tylko Dorcas.
- Pół godziny. A w ogóle to macie ogromne szczęście, że tu pracuję. Wracam do pracy, pogadamy jak skończę - mruknęła i poszła z uśmiechem do kolejnych gości.
Po pół godzinie Lily poszła się przebrać ze stroju roboczego i wróciła do przyjaciół, którzy jeszcze czekali na domówione przed chwilą ciasto. Chciała dostawić sobie dodatkowe krzesło, ale zanim zdążyła to zrobić trafiła na kolana Blacka, a ich przyjaciele wstrzymali oddechy gotowi na kłótnię.
- Dlaczego uważasz, że mamy szczęście?
- Bo żadne z was nie napisało mi kiedy się spotkamy, więc gdyby nie praca nie byłoby nie tutaj.
- Jak to nie? Miałeś jej to napisać Łosiu! Po cholerę wysyłasz jej tyle listów, skoro jednej daty nie potrafisz w nich napisać?!
- Łapa spokój, Lilka nie czyta moich listów, więc nawet gdybym to napisał to i tak by nie wiedziała. I nie jestem łosiem!
- Czyta wszystkie.
- Czytam wszystkie - powiedzieli na raz. - A że potem lądują w koszu - dziewczyna wzruszyła ramionami, a Syriusz roześmiał się szczerze, obejmując ją w pasie.
- Wielbię Cię rudzielcu. I przepraszam, byłem pewny, że ten Łoś Ci to napisał. Następnym razem sam napiszę list.
- Czekajcie, czekajcie. Albo jest jakieś święto, albo ktoś mocno walnął się w głowę, albo mam zwidy, bo widzę Lily Evans i Syriusza Blacka rozmawiających ze sobą normalnie... Co było w tym cieście? - powiedział Remus.
- Nic Remusie. Nie masz zwidów, a z tego co wiem to nikt się w głowę nie walnął. W sensie była jedna osoba, ale to już dawno, nieuleczalnie niestety - poklepała siedzącego obok Jamesa po głowie, a on spojrzał na nią spod byka.
- To co się stało? Zawsze na siebie warczeliście - zapytała Ann i wszyscy wlepili w nich swój wzrok.
- Jesteście razem? - dodał Peter, a trzy osoby zacisnęły pięści pod stołem.
- Razem!? A fe! - powiedzieli jednocześnie, a Lily wstała i odsunęła się od Syriusza. - Będę teraz miała koszmary - dodała udając płacz, a Syriusz po chwili znowu posadził ją na kolanach.
- Po prostu się pogodziliśmy - odparł.
- Ale kiedy? W drodze powrotnej jeszcze się nie znosiliście.
- Po mojej ucieczce nie miałem z początku gdzie pójść i pomyślałem, żeby zatrzymać się w Dziurawym Kotle, albo ogólnie gdzieś na Pokątnej na tydzień. U Toma nie było wolnych pokoi, więc poszedłem na Pokątną, ale zanim zacząłem czegoś szukać wstąpiłem tutaj na herbatę. Nagle poczułem czyjąś rękę na ramieniu, a gdy się odwróciłem zobaczyłem Lily, która patrzyła na mnie marszcząc śmiesznie brwi.
- Sam śmiesznie marszczysz brwi! Wracając, zapytałam Syriusza co tu robi z kufrem, on opowiedział mi historię swojej ucieczki, a ja stwierdziłam, że nie pozwolę mu szlajać się po Pokątnej i zaprosiłam go do siebie do domu, gdzie, pomimo protestów, w końcu się znalazł.
- Trafiłem tam akurat na remont pokoju gościnnego, więc nie bardzo miałem gdzie spać, ale Lily oddała mi swoje łóżko i poszła spać na kanapę, mimo wolnego łóżka swojej siostry. Nie rozumiałem tego, ale to nie mój dom, więc nie dopytywałem. Dostałem klucze, nakaz bycia w domu najpóźniej o dziesiątej wieczorem, a tak mogłem robić co chciałem i chodzić gdzie chciałem. Ruda wstawała nad ranem, to ona budziła swoich rodziców gdy wychodziła koło szóstej. Jej rodzice wychodzili koło dziesiątej i wracali też później niż ona.
- Moja siostra akurat była na wyjeździe, ale wróciła dwa dni później i pierwsze co zrobiła to mnie zwyzywała, korzystając z faktu, że nie ma rodziców w domu. Nie wiedziała nic o Syriuszu, a i ja myślałam, że wyszedł, więc bardzo się zdziwiłam, kiedy przy obiedzie uważnie przyglądał się mi i Petunii, ale nic nie mówił, więc machnęłam na to ręką. Moja kochana siostra znowu mnie zwyzywała gdy kładłam się spać, a ja się popłakałam.
- Znowu przy tym byłem, ale tym razem nie zamierzałem pozwalać na obrażanie Lily w mojej obecności. W końcu ona siłą zaciągnęła mnie do swojego domu, żebym nie pałętał się po mieście, zaufała mi na tyle, że dała mi własne klucze, których ona i tak nie używała, a jak już ich potrzebowała to pisała mi to wcześniej na kartce przed wyjściem, pomagała mi z pracami domowymi, oprowadziła po okolicy, wytłumaczyła co zrobić jeśli się zgubię, a gdy udało jej się dorobić klucz dała mi go, jakbym znowu nie miał gdzie przenocować.
- Odgonił Petunię, więc pozwoliłam sobie na łzy, nie przypuszczając, że Syriusz został, więc przestraszyłam się, gdy poczułam jak ktoś mnie obejmuje, ale nie wyrywałam się i wtuliłam w niego mocniej. Gdy się uspokoiłam zaczęliśmy rozmawiać, poznawać się od innej, często ukrywanej w szkole strony, przeprosić za wszystko i polubić, a przez resztę tygodnia jeszcze bardziej się do siebie zbliżyliśmy, aż w końcu uznaliśmy się za rodzeństwo. I to w sumie cała opowieść - zakończyła dziewczyna, wzruszając przy tym lekko ramionami.
- To co, idziemy? Nie będziemy tu chyba siedzieć w nieskończoność? - powiedział Syriusz, gdy ich przyjaciele ochłonęli po tych rewelacjach, a wszyscy przyznali jej rację i po chwili szli już do Esów Floresów.
~*~
- To co kto jeszcze ma na liście? - zapytał James obejmując Lily w pasie.
- Chciałem kupić sobie trochę słodyczy i myślałem nad Sugarplumem - powiedział Peter.
- A ja chciałam kupić nowy sprzęt do quidditcha - dodała Dorcas.
- To chodźmy po słodycze, a potem po sprzęt, bo my też zamierzaliśmy się rozejrzeć - stwierdził Syriusz. - I zostaw Lily, nie wygląda na zadowoloną z bycia tak blisko Ciebie.
Okularnik prychnął, ale niechętnie puścił rudowłosą, która uciekła od niego chowając się za Remusem, na co reszta się roześmiała.
Gdy po kilkunastu minutach wyszli w końcu ze sklepu ze słodyczami, każdy miał w dłoniach większy lub mniejszy pakunek, skierowali swoje kroki do sklepu ze sprzętem do quidditcha, gdzie James i Syriusz od razu wpadli w wir przeglądania co ciekawszych rzeczy, Dorcas poszła znaleźć strój dla siebie, Ann z Remusem siedzieli i rozmawiali cicho, a Lily z pomocą Petera wybierała sobie miotłę. W końcu wybrali pasujący model i podeszli do kasy.
- A tak w sumie to po co Ci miotła. Nie wiedziałem, że latasz - zagaił chłopak, gdy podeszli do kasy.
- Latam, latam i to dobrze. Wcześniej zbierałam miotły wam, ale chcę latać częściej i dłużej, więc nie mogę sobie pozwolić na nieposiadanie miotły - odpowiedziała odliczając pieniądze.
- A gdzie latasz? Nigdy Cię nie widziałem. A lubię patrzeć na boisko - dodał szybko, żeby nie wydać Huncwockiej tajemnicy.
- Latam w Pokoju Życzeń, nie lubię być oglądana - stwierdziła płacąc. - I wiem o mapie - szepnęła mu do ucha. - Jak i o wielu innych rzeczach - dodała prostując się.
- Wiesz? Skąd?
- To moja słodka tajemnica, tak samo jak to latanie - zaśmiała się, prosząc jeszcze o zmniejszenie paczki z miotłą, którą schowała do torby.
- A skoro wiem już o lataniu to będę mógł Ci czasem towarzyszyć?
- Jasne, ale nikomu ani słowa - uśmiechnęła się szczerze do niego, na co on udał, że zamyka usta na klucz, który następnie wyrzuca za siebie, na co Ruda się roześmiała.
- A w sumie jak to zabierałaś nam miotły? Ja i Remus ich nie posiadamy, a James i Syriusz pilnują swoich jak oka w głowie, więc? - spojrzał na nią zaciekawiony.
- Na prawdę sądzisz, że nie poradzę sobie z tym jak ochraniają swoje miotły James i Syriusz?
- No w sumie... Dla tak zdolnej czarownicy to chyba nie jest problem - uśmiechnął się, a Lily zaśmiała się, z lekkim rumieńcem na policzkach, który pojawiał się zawsze, gdy ktoś wychwala jej zdolności.
- Przestań, nawet Ty byś dał radę to zrobić - przewróciła oczami.
- Nie bądź taka skromna Lil - szturchnął ją delikatnie, a ona uśmiechnęła się do niego i roztrzepała mu włosy.
- Mi się wydaje, czy Peter podrywa Lilkę? - mruknął James z drugiego końca sklepu, widząc jak dwójka przyjaciół rozmawia ze sobą, a Syriusz spojrzał w tamtą stronę.
- Tylko rozmawiają, nie przesadzaj Rogaty. Poza tym dobrze widzieć ją tak radosną. Na początku wakacji żyła jeszcze Smarkiem i tym co się stało po SUMach.
-Aż tak to przeżyła? Przecież to Smark!
- Ona go znała zanim poszła do Hogwartu, to on jej o wszystkim opowiadał - odparł w obronie przyjaciółki stojący obok Remus. - Jak Ty byś się poczuł gdyby któryś z nas nagle tak zrobił? - okularnik nic nie odpowiedział, a po chwili dołączyła do nich Ann i Dorcas z kupionym strojem i cała siódemka wyszła ze sklepu.
Doszli z powrotem do herbaciarni, gdzie się zatrzymali.
- Chyba czas się pożegnać - stwierdził Remus.
- Zanim się pożegnamy, co powiecie na to, żeby przed rokiem szkolnym przyjechać do mnie i na peron pojechać wspólnie? Te ostatnie półtora tygodnia byśmy spędzili razem, co? - spytał James.
- Mi pasuje, rodzice raczej się zgodzą, ale jeszcze Ci napiszę.
- Ja tak samo jak Peter, ale kiedy byśmy się spotykali?
- Jak najszybciej. A reszta?
- Ja przecież i tak u Ciebie mieszkam Łosiu.
- Świetny pomysł, tylko musimy mieć oddzielną sypialnię, nie zamierzamy spać z wami - odparła Ann, zanim James i Syriusz zaczęli się sprzeczać, a Dorcas jej przytaknęła.
- Moja siostra pewnie byłaby prze szczęśliwa, ale rodzice i tak narzekają, że mnie w domu nie ma, więc nie wiem. Napiszę do Ciebie jak z nimi porozmawiam. Poza tym przez pierwszą połowę dnia mnie nie będzie, mam pracować do 31.
- Jasne Liluś, mam nadzieję, że uda Ci się przekonać swoich rodziców. A co do pracy to będziemy tu do Ciebie najwyżej przychodzić!
- Nie mów do mnie Liluś Potter! Dobra, bo mama pewnie rwie sobie włosy z głowy, bo miałam wrócić po pracy, a mnie nadal nie ma - wszyscy się nawzajem przytulili. Lily nawet pozwoliła się objąć Jamesowi, który jednak trzymał ją zbyt długo w ramionach za co oberwał w głowę. - Do zobaczenia! - zawołała Evansówna i pobiegła do herbaciarni, żeby wrócić za pomocą proszku Fiuu.
- O której to się wraca? Przecież wiesz, sama nam mówisz, że w czarodziejskim świecie nie jest bezpiecznie! Wiesz jak ja się martwiłam? - spytała Pani Evans, gdy tylko jej młodsza córka wyszła z komina.
- Przepraszam mamuś, okazało się, że moi przyjaciele dzisiaj postanowili zrobić zakupy, ale nikt mnie o tym nie poinformował więc nie miałam jak Cię uprzedzić - powiedziała skruszona nastolatka, a kobieta westchnęła i przytuliła ją mocno.
- Spokojnie Lileńko, najważniejsze, że nic Ci nie jest - mówiła cicho gładząc ją po włosach.
Dziewczyna poszła się ogarnąć i zostawić rzeczy, a gdy wróciła kolacja stała na stole, przy którym siedzieli już jej rodzice.
- A gdzie Tunia? - spytała nie widząc nigdzie siostry.
- Nie chciała jeść z Tobą kolacji - odparła kobieta, na co rudowłosa posmutniała.
- Nie smuć się Marcheweczko - powiedział jej ojciec przytulając ją. - Tunia zrozumie swój błąd i przestaniecie się kłócić.
- Mam taką nadzieję. I nie jestem marchewką! Moje włosy są kasztanowe! - usiadła do stołu udając obrażoną, ale szybko przestała i zajęła się rozmową z rodzicami.
O propozycji Jamesa przypomniała sobie dopiero, gdy skończyli jeść, a ona myła naczynia.
- Mamo, tato - zaczęła, a jej rodzice spojrzeli w jej stronę. - Mogłabym pojechać do kolegi na te ostatnie dni? - zapytała.
- Do jakiego kolegi, znamy go? Tylko Ty tam jedziesz, czy ktoś jeszcze będzie?
- Do Jamesa, to jest chłopak z Gryffindoru, jest na moim roku. Nie, będą też dziewczyny i reszta Huncwotów.
- To ten Potter, na którego tyle narzekasz?
- Tak tato, o nim mówię - zaśmiała się.
- No nie wiem i tak jesteś w domu tak rzadko...
- Wiem mamo, ale tak będzie lepiej. Widzisz jak Tunia się zachowuje, a ja widzę jak przez to cierpisz.
- Poza tym kochanie, Tunia jedzie na ostatni tydzień wakacji z Vernonem i jakąś swoją przyjaciółką, a ja zamierzam zabrać Cię do Grecji. Lily by się tu tylko męczyła.
- Oh, skoro tak przedstawiacie sprawę to dobrze, jedź Lileńko.
- Tylko nie przywieź nam wnuka, nie chcę być jeszcze dziadkiem - zaśmiał się mężczyzna, na co ona obrzuciła go "wściekłym" spojrzeniem.
- Z kim niby miałabym zajść w ciążę tato?
- Z Jamesem. Kto się czubi ten się lubi córeczko! - roześmiał się, a obie kobity po chwili mu zawtórowały.
- Nie martw się tato. Z Potterem nigdy. Idę do niego napisać, że się zgodziliście, a jutro do niego pojadę po pracy - powiedziała dziewczyna i po jeszcze chwili rozmowy poszła do swojego pokoju, wysłała sowę do Pottera i poszła spać.

niedziela, 6 listopada 2016

Prolog

Mała, dziewięcioletnia dziewczynka siedziała na parapecie, przy otwartym oknie, z nogami na zewnątrz i patrzyła w niebo. Uwielbiała siadać w ten sposób. Kiedy była młodsza to jej przyjaciel bardzo się o nią bał i ściągał ją z parapetu siłą, gdy tylko ona na niego weszła, co doprowadzało do przepychanek słownych między nimi. Dziewczynka uśmiechnęła się do swoich wspomnień, ale zaraz potem posmutniała. Ta sama osoba dwa lata temu powiedziała coś, czego dziewięciolatka nigdy nie spodziewała się usłyszeć. Zwłaszcza od tej osoby.
Dziewczynka pokręciła głową, chcąc odgonić łzy. Przecież nie mogła płakać. Obiecała. Już za dużo łez wylała przez Niego. Nie mogła się wiecznie użalać nad czymś co kiedyś się stało. Musiała patrzeć przed siebie. A przed nią malowała się wizja przeprowadzki i życia z inną, nie do końca znaną jej, rodziną.
W pokoju dziewięciolatki stał kufer i duża skrzynia z jej ubraniami, grami, książkami, jakimiś pamiątkami i innymi duperelami, o skrzynię oparta była gitara, za duża dla dziewczynki, ale ona i tak ją uwielbiała, a obok stał jeszcze plecaczek, w którym był jej ulubiony kocyk, poduszka i przytulanka, mały, rudo-biały kotek. Inne rzeczy miały trafić na sprzedaż, bądź do oddania, bo dziewczynka już ich nie używała, jeszcze inne do jej domu rodzinnego i tylko nieliczne miały zostać w mieszkaniu, a co za tym idzie trafić do kolejnego lokatora. Usłyszała otwieranie drzwi, więc skierowała wzrok w stronę wysokiego mężczyzny stojącego w progu.
- Gotowa? - spytał cicho, a dziewczynka kiwnęła delikatnie głową i zeszła z parapetu podbiegając do niego i przytulając się. Gdy usiadł na stojącej obok skrzyni spojrzała się na niego załzawionymi oczyma, a on pogłaskał ją po włosach uśmiechając się smutno. - Też nie chcę Cię opuszczać maleńka. Ale doskonale wiesz, że tak będzie lepiej. Nie mam czasu zajmować się Tobą, a Ty zostając ze mną będziesz w ciągłym niebezpieczeństwie. Nie chcę, żeby i Tobie się coś stało. Nie mogę na to pozwolić. I Ty doskonale wiesz, że w ten sposób będzie najlepiej.
- Kocham Cię wujku. Nie chcę Cię opuszczać. Boję się.
- Wiem maleńka, ja też Cię kocham. Nie masz czego się bać, poznałaś przecież tę rodzinę - uśmiechnął się do niej, co blado odwzajemniła.
- Spotkamy się jeszcze? - spytała cicho patrząc uważnie w jego oczy.
- To ja mam Cię zabrać na Pokątną, a później na peron 9 i 3/4.
- To będzie pożegnanie, prawda? Tam na peronie - powiedziała jeszcze ciszej, a mężczyzna cicho westchnął.
- Chciałbym powiedzieć nie. Ale nie potrafię Cię okłamać - powiedział po chwili milczenia.
- Dziękuję - szepnęła dziewczynka i mocno go przytuliła. - Za wszystko - dodała, a mężczyzna wtulił ją mocno w siebie.
- Chodź, jeszcze jedna, ważna rzecz - powiedział, a dziewczynka odsunęła się od niego.
- Trzeba?
- Znajdziesz się w dużym niebezpieczeństwie, jeśli wejdziesz do świata czarodziejów wyglądając tak jak teraz, więc tak, trzeba - dziewięciolatka westchnęła, ale odsunęła się od niego, czekając na dalsze instrukcje. Wujek sięgnął do kieszeni i podał jej małe pudełeczko. W środku znajdowała się srebrna bransoletka z piórem, na którym wygrawerowane było jej pełne imię i nazwisko. - Załóż ją - powiedział mężczyzna, a ona szybko to zrobiła i znowu na niego spojrzała. - Teraz moja rola, zaczaruję bransoletkę, a Twój wygląd się zmieni. Potem będziesz mogła wrócić do swojego wyglądu przez zdjęcie ozdoby, albo rzucenie odpowiedniego czaru, ale tego nauczysz się w Hogwarcie. Gotowa? - dziewczynka niechętnie skinęła głową i jej wujek machnął różdżką, na koniec dotykając nią ozdoby.
Dziewczynka spojrzała niepewnie na niego, a gdy ten kiwnął głową podeszła do lustra, żeby zapoznać się ze swoim nowym wyglądem. Była wyższa, jej włosy straciły to czarne pasemko i wyprostowały się, ciemniejąc trochę, a oczy zmieniły delikatnie oprawę i kolor, teraz były po prostu zielone i miały kształt migdałków, więc nie były tak duże jak wcześniej. Dodatkowo jej twarz delikatnie się wydłużyła i straciła te, denerwujące ją, puciate policzki, zamiast tego miała u dołu bardziej trapezowy kształt. Westchnęła i spojrzała na wujka. Mimo, że zmiany były na pozór drobne nie potrafiła dostrzec prawdziwej siebie w tym obrazku. Ale przecież... o to właśnie chodziło, prawda?
- Pamiętasz wszystko? - spytał mężczyzna, trzymając torbę potraktowaną wcześniej przez niego zaklęciem zmniejszająco-zwiększającym, do której zapakował cały dobytek dziewczynki.
Dziewczynka pokiwała głową w milczeniu. Powtarzali jej nowe "ja" tak często, że obudzona w nocy, o północy bez zająknięcia odpowiadała na każde pytanie. Cieszyła się, że jej rodzice posłali ją do mugolskiej szkoły podstawowej i ogólnie w jej domu starano się nie wspomagać magią na każdym kroku, więc teraz bez problemu mogła udawać osobę z niemagicznej rodziny.
Mężczyzna podał jej torbę, a ona zarzuciła ją sobie na ramię i złapała go mocno za rękę. Teleportowali się z cichym trzaskiem i wylądowali na tyłach przydrożnej restauracji. Poszli na parking, na którym stało kilka samochodów, a po chwili zobaczyli wychodzącą z budynku trzyosobową rodzinę, więc czarodziej nachylił się przed dziewięciolatką, żeby się z nią pożegnać.
- Będę tęsknić mała. Pamiętaj, nie rozrabiaj za bardzo i odzywaj się czasem - powiedział, a ona przytuliła go mocno, szepcząc słowa pożegnania. - Leć już - dodał, a dziewczynka odwróciła się i zaczęła biec do kasztanowowłosego mężczyzny machającego w jej stronę.
Gdy wsiadła do auta odwróciła się jeszcze, żeby spojrzeć ma wujka, ale jego już nie było. Usiadła normalnie, przyglądając się swojej nowej rodzinie, przy której zacznie nowe życie. Uśmiechnęła się do nich nieśmiało, na co dorośli odpowiedzieli szczerymi uśmiechami, a druga dziewczynka cicho prychnęła.
Dziewięciolatka westchnęła cicho. Miała nadzieję, że wszystko będzie dobrze.
######
Powiem tak, to jest moja historia Lily i James'a, nie jestem pewna, czy piszę to spójnie i poprawnie gramatycznie, więc jak coś to piszcie-poprawię. Poza tym to jest mój pomysł, który nie jest oparty na "Harrym Potterze", więc jak nie lubisz takich oderwanych od serii ff, to wyjdź droga wolna, ja nikogo na siłę trzymać nie będę.
Chyba zaczynam od nowa